Syberia – przygotowania

Kto może jechać z Niniwą?

Ten kto chce ;) Przedział wiekowy 18-35 lat, jeśli byłoby za dużo chętnych, to pierwszeństwo mają Ci, którzy byli na jakiejś poprzedniej wyprawie. Religijność zainteresowanego wyjazdem nie jest kryterium.
Przed każdą wyprawą jest organizowany 2-3 dniowy wyjazd przygotowawczy, który ma na celu sprawdzenie kondycji ew chętnych, i pokazania trybu jazdy. Warto się przejechać choćby na taki wyjazd przygotowawczy, żeby zobaczyć jak się jeździ takim rzadko spotykanym sakwowym peletonem, w stylu w którym mało kto na swoich prywatnych wyprawach jeździ.
W tym roku pierwszy taki wyjazd, to 50km do Częstochowy i z powrotem (w którym nie brałem udziału), a drugi to 280km z Kokotka do Poznania (ja oczywiście miałem przygody, i wyszło mi 300km). Trudność wyjazdu polegała na tym, że był on zorganizowany w połowie lutego ;) Tu relacja:

http://waxmund.bikestats.pl/875918,Kokotek-Poznan.html

Przygotowania:

Dużo przygotowań, dużo rzeczy do załatwienia przed wyjazdem, szczególnie biorąc pod uwagę, że zrywam się z 2 miesięcy zajęć na uczelni. Ostatnie dni spędzone pod znakiem niedospania i lekkiego stresu. Czy wszystko mam przygotowane? Lista rzeczy jest dość długa – zawiera ~110 pozycji ;)

Lista rzeczy

Poza przygotowaniem własnego wyposażenia, nie musieliśmy praktycznie nic przygotowywać. Załatwianiem wiz zajmowała się Niniwa, namioty mamy, więc o noclegi się martwić nie musimy.

Kondycja?

Nieskromnie powiem, że o to się akurat bać nie musiałem ;) Na swoich wyprawach robiłem podobne dzienne przebiegi do Niniwy, więc jestem pewien żę nie będzie to dla mnie problemem. Co prawda na ostatniej wyprawie na Bałkany tempo miałem bardzo spokojne, ale za to w międzyczasie zaliczyłem triathlon Ironman, ukończyłem 2 krotnie Bałtyk-Bieszczady Tour (1008km w 2 doby), więc o kondycję się nie boję.
Lubię jeździć szybko, i bardziej się martwię zbyt spokojnym tempem, które na dłuższą metę mnie nuży. Z tego też powodu nie powstrzymywałem się przy pakowaniu, i olałem zalecenie spakowania się do dwóch sakw. Spakowałem się w 4 (dwie sakwy z tyłu i dwie na przyczepce Extrawheel), do tego jeszcze wór transportowy. Sakw nigdy nie za wiele ;)

Rower:

Tu miałem nie lada zagwozdkę. Do tej pory na wyprawy jeździłem na samodzielnie złożonym rowerze Gary Fisher Piranha. Był on bardzo wygodny, ale obawiałem się bardzo, że przy spokojnym, niniwowym tempie agresywna sylwetka będzie męcząca. Z tej okazji zakupiłem rower marki… Gary Fisher ;) O jeden rozmiar mniejszy, niż ten na którym do tej pory jeździłem. Wprowadziłem w nim kilka modyfikacji, m.in. krótszy mostek, dłuższa sztyca, żeby dodatkowo ‚uspokoić’ sylwetkę. Z reguły nie powinno się jeździć na nowym, nie sprawdzonym rowerze na wyprawy, ale pozwoliłem sobie na taki wybryk z racji jeżdżenia na prawie identycznej ramie kilka lat temu.
Co jest najważniejsze w rowerze wyprawowym? To, żeby był wygodny. Na rowerze za 20tys zł który będzie ważył 7kg i miał wszystko co najlepsze, ale będzie niewygodny nigdzie się nie zajedzie.
Wygoda, czyli co? Dobrana odpowiednio sylwetka na rowerze (na którą ma wpływ głównie geometria ramy), oraz wygodne siodełko ;)
Tu wybór padł na siodło Brooks Flyer. W ciągu tej 2 miesięcznej wyprawy tyłek bolał mnie raz, więc wyboru nie żałuję.

Rower był z grubsza oparty na grupie Shimano Deore, do tego hamulce typu v’brake Avid Single Digit 3 (SD 3), szerokie pedały platformowe, rodem z downhillu. Mocne koła na obręczach Alexrims DH19 (stary, wytrzymały model), szprychy DT Champion, piasty maszynowe Novatec’a. Do tego bagażniki Crosso i sakwy Crosso Dry. Bagażnik na przód wziąłem awaryjnie, jakby komuś trzeba było pomóc, albo a nuż coś się stało z przyczepką. Żadne cuda ;)

Prawie gotowy rower – jeszcze bez tylnego bagażnika


Tu już na trasie ;)


Dzień 0

Data:
2.05.2013

Ilość km:
144,92km

Średnia prędkość:
18km/h

Ilość przewyższeń:
1075m

Suma km:
145km

W końcu ruszamy z Krakowa z samego rana. Jedziemy we troje. Ja, Baran, Ciman. Odprowadza nas ~40km Adam Ś. Wreszcie w trasie. Wreszcie wiatr we włosach, zmartwienia odchodzą w dal ;)

Marcel i Baran na krakowskim rynku

Niestety prawie całą trasę w zimnie i w deszczu. Osobiście szczerze nie cierpię deszczu w trakcie jazdy rowerem. Zabiera mi on całą przyjemność z jazdy. Kiepski początek wyprawy… Jedziemy przez znane mi tereny okolic Krakowa, i oczywiście przez ruchliwy i niezbyt przyjemny dla rowerzystów Śląsk.
Przyjeżdżamy do Kokotka po południu, i od razu spotykamy na drodze Jole, która prowadzi nas na nocleg. Czysty i w suchych ciuchach od razu lepiej się czuję. Dobrze, że nie trzeba spać w namiocie ;)
Wieczorem mamy ostatnie spotkanie organizacyjne. Dobrze wiedzieć, z kim jedziemy :P Kilka osób ledwo kojarzę z imienia. ~5 osób można powiedzieć, że całkiem nieźle znam.
Ostatnie poprawki przy rowerze, wspólna msza. Chyba wszystko gotowe…
Wieczorem wychodzimy jeszcze na scenę by co nieco o wyprawie poopowiadać młodzieży która zjechała się do Kokotka przy okazji zjazdu Niniwy ;)


 

Trasa:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>