2011 – Ironman Triathlon

Ironman Triathlon
czyli
3.8 km pływania, 180 km jazdy na rowerze, 42.2 km biegu
(w 17 godzin)

Podkład: http://www.youtube.com/watch?v=0W2ufyr9Q7k&list=PL5E22083F3D52087E

O Triathlonie Ironman pierwszy raz usłyszałem ~2 lata temu. Brzmiało to wtedy bardzo nieosiągalnie, bo na rowerze podobny dystans zajmował mi około 10 godzin, przy czym byłem po tym nieźle zmęczony… a gdzie tu jeszcze myśleć o pływaniu i przebiegnięciu maratonu.

Ale czas zrobił swoje. Wyćwiczyłem się na rowerze, z pływaniem długich dystansów nigdy nie miałem problemów… a w tym roku zacząłem nawet trochę biegać :D Maraton to zdecydowanie moja triathlonowa pięta achillesowa.

Pomysł wystartowania chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, a 2 maja przypadkiem trafiłem na stronę Extremalnej Soboty[/URL]. Po krótkiej korespondencji z organizatorem, 4 maja zgłosiłem swój udział.

To teraz do rzeczy.

Po wspaniałej gościnie u Memorka, ale niestety kiepsko przespanej nocy, budzik dzwoni o 4:35. Zwlekam się z łóżka, ubieram ciuchy rowerowe. Jemy wspólnie śniadanie (po dość późnej i bardzo obfitej kolacji, jedynie ~pół paczki makaronu), i chwilę po piątej wsiadamy na rowery by dojechać niecałe 6km do jeziora Głębokiego, na którym to zaczyna się triathlon.

Pogoda nie rozpieszcza. 12 stopni, kałuże na drodze i lekka mżawka. Do tego dość silny wiatr zachodni.


Pływanie:

Na starcie jest już spora grupa zawodników (miały startować 40 osoby). Zdejmuje ciuchy rowerowe, przygotowuje wszystko co mi będzie potrzebne na rowerowym etapie i ubieram piankę. A później z powrotem ubieram nogawki i kurtkę bo zimno… :P

Rower stawiam na stojaku koło kosmicznie wyglądającego roweru czasowego Pawła G, który celuje w czas poniżej 10,5h… Ciekawostką są dla mnie jego przypięte już buty do roweru. Najlepsi, żeby nie tracić czasu na postojach, po wybiegnięciu z wody od razu wskakują na rower nie zakładając butów. Dopiero po rozpędzeniu się, wkładają nogi do butów…. (tak wieść niesie, nie dane mi było być tego świadkiem)
Kosmos.

600 450

W końcu pada hasło do przygotowania się do startu.
Wchodzę na chwilę do wody żeby się oswoić, i żeby woda w piance się zagrzała :)
Po haśle: start! prawie wszyscy ruszają z kopyta do wody i zaczynają płynąć kraulem. Ja ustawiony z tyłu zaczynam męczyć swoją wyćwiczoną żabkę. Płynie się bardzo dobrze, nie jest za zimno, nie ma fal które często utrudniają pływanie na otwartych zbiornikach. Część osób przechodzi również do żabki.
Do przepłynięcia mamy 4 pętle po 950m = 3,8km. Zakładałem zmieszczenie się w 2h. Na początku pływania wyprzedzam kilka wolniejszych osób, i po 500m płynę na równi z kolegą który również 1. raz startuje w Triathlonie, oraz dwoma innymi osobami.

Pętla jest podzielona na trzy części. Pierwsze dwie mam wrażenie że płynie się sporo łatwiej niż trzecią. Albo z racji na wiatr, albo jakiś prąd wodny… albo psychika :)

Po 1. pętli na brzegu zagrzewa mnie do walki Memorek. Wskakuje z powrotem do wody i nieco zwalniam na 2. pętli. Od razu robi mi się zimno, więc nie ma zmiłuj… muszę przyspieszyć.

343 512

Wyprzedzają mnie obaj Panowie z którymi płynąłem. Trzymam się w odległości kilkudziesięciu metrów za nimi całą drugą i trzecią pętlę.

Na 4. pętli zaczynam finiszować wyprzedzając ich obu + dodatkowego gościa którego nawet nie podejrzewałem że dogonię. Pływanie poszło nie źle. Nikt mnie nie zdublował… ba! Brakło mi ~400m żebym sam kogoś zdublował :) W wodzie zeszło mi niecałe 1,5h, czyli 30min szybciej niż zakładałem.


Jazda rowerem:

Dzięki ostrej końcówce wyskakuje z wody mocno rozgrzany, i biegnę – razem z Memorkiem który w międzyczasie zrobił sobie trening rowerowy – do swojego roweru. Wycieram się (choć w sumie nie ma to większego sensu bo pada deszcz…) i wskakuje w jeszcze suche rowerowe ciuchy.

Żegnam się z Memorkiem (zakazana jest jazda parami, również z innymi zawodnikami) i ruszam z kopyta pod wiejący w twarz wiatr, ciągnący za sobą niemalże poziomo padający deszcz.

600 450

Mimo to średnia na pierwszych 10km ~35km/h. Trochę się później opanowałem, bo jednak jeszcze 170km przede mną, i starałem się trzymać ~30km/h.

Trasa wiodła przez 3 pętle + dojazd na tor kolarski w Szczecinie. Było więc na niej 11 nawrotów o 180 stopni. Jak dla mnie spory minus dla organizatorów.

http://www.bikemap.net/route/949530#lat=53.50275&lng=14.6434&zoom=10&type=0

Na 40km wyprzedzam pierwszą osobę, chwilę później kolejną. Przy każdym nawrocie mierzę odległość do jedynej kobiety startującej w Triathlonie. Powoli się do niej zbliżam. Bardzo powoli.

Po 100km jestem już 350m od niej, i wpadam w dziurę… Pęka szprycha, nie wytrzymuje wentyl… Szybko wyrywam szprychę i rękami które w moment bardzo zmarzły (temperatura nadal oscyluje w granicach 13 stopni) próbuję zmienić dętkę. Stres robi swoje… Najpierw zakładam z powrotem złą dętkę, później zakładam dobrą która okazuje się być felerną…. szczęśliwie miałem dwie na zmianę i mogę jechać dalej.
Niestety moja kobieca muza i motywacja w międzyczasie zrobiła taką przewagę, że postanawiam jej odpuścić i jej nie gonić. W ramach tego zakładam na spokojnie mp3’ójkę i idę za potrzebą.
Przez awarię straciłem ~20minut. W trakcie postoju wyprzedziły mnie 3 osoby.

Ale odpoczynek zrobił swoje, i pomimo ciągle padającego deszczu i męczącego wiatru znowu ruszam z kopyta szybko mijając dwie z nich i już na ostatniej pętli trzecią.
Ostatnią pętle jadę już na spokojnie. Robię sobie krótkie postoje na dwóch punktach kontrolnych (PK).

Do toru kolarskiego dojeżdżam ~14:30. Średnia z roweru >29km/h.
Cała trasa była niesamowicie płaska, czego bardzo nie lubię… wyszło około 280m przewyższenia na 180km (nie założyłem licznika od początku więc wartość przybliżona).


‚Bieganie':

Regulamin dopuszczał też chodzenie i czołganie się. Do tego ostatniego szczęśliwie nie doszło :wink:
Zdejmuje buty, wycieram stopę, zakładam adidasy. Niestety coś mi się pomieszało i przygotowałem sobie tylko jedną suchą skarpetkę na zmianę. Wiele to w sumie nie zmienia, bo i tak dość szybko buty przemakają…

Około 15 ruszam na trasę maratonu. Przede mną 42,12km. Jest to mój pierwszy maraton w życiu…

Po kilku krokach okazuje się, że nadciągnąłem sobie na rowerze ścięgna z przodu kostki w obu nogach. Niezbyt optymistycznie mnie to nastraja…

409 512

Do przebiegnięcia jest 6 pętli wokół jeziora Głębokiego, 5 km odcinek do Pilchowa i z powrotem, i powrót na tor kolarski. Cała trasa praktycznie idealnie płaska, wzdłuż jeziora, w większej części ścieżka pochylona lekko z prawo…
Pierwsze 3 pętle idą mi całkiem dobrze. Próbuję się trzymać metody Galloway’a[/URL], czyli ~1,6km biegu, minuta marszu. Niestety nadciągnięte ścięgna w kostce zmuszają mnie do dłuższych przerw na marsz, a na końcówce trzeciej pętli mocno zaczyna boleć mnie kolano, co niestety nie pozwala mi więcej na bieg.
Czyli kolejne ~23km muszę przejść.

A i z tym nie jest tak łatwo. Podczas chodzenia ścięgna w kostkach bolą bardziej niż przy bieganiu, zaczynają się naciągać achillesy, pobolewa prawe kolano (przy bieganiu wysiadło lewe), zaczęły się robić odciski na stopach…

Na 4 pętli wyprzedza mnie jedyna kobieta, Agnieszka (nie dane nam się było poznać…). Na pytanie o wolniejszą siostrę odpowiedziała uśmiechem (albo mi się przywidziało :P), odpowiedziała przecząco i pobiegła dalej.

W międzyczasie wyprzedziło mnie jeszcze całe grono innych osób. Praktycznie wszyscy mnie wyprzedzili w trakcie mojego maratonu.

Najgorzej było na 5 pętli. Idę coraz wolniej… Coraz częściej muszę się rozciągać, był nawet moment kiedy obie kostki i kolana mi tak zesztywniały że musiałem stanąć. Czyżby to już koniec? Kilka minut zeszło zanim doszedłem do siebie i znowu ruszyłem.
Po 5 pętli zrobiłem sobie dłuższy postój na jednym z PK. Posiedziałem chwilę, pogadałem… wypiłem dwie kawy bo po ostatnich dwóch kiepsko przespanych nocach i dzisiejszym zmęczeniu już mnie nie źle sen nużył…
W tym momencie do PK podszedł chłopiec pytając czy nr 26 to już skończył. Zaraz zaraz… przecież 26 to ja! :D To Memorek wraz z synami ruszył mi na ratunek :) Zamieniliśmy kilka słów po czym ruszyłem samotniej dalej.
Na 6 pętli gadam sam ze sobą, śpiewam… wszystko byle nie zasnąć i nie myśleć o bolących nogach. Pod koniec pętli dołącza do mnie Memorek i idzie ze mną do końca, czyli jakieś 9km (regulamin dopuszcza bieganie/chodzenie z innymi, na rowerze było to zabronione). Po 14h samotności, dużo przyjemniej idzie się w czyimś towarzystwie.

Na drodze do Plichowa wyprzedza mnie kolejna osoba. Czyżbym był już ostatni ?

Wracając z Plichowa mijamy jeszcze jednego osobnika…. i to biegnącego! Do tego jasno stwierdził, że za nim już nikogo nie ma… Zmotywowało mnie to, adrenalina skoczyła… i nagle prawie nic nie bolało. Zmusiłem się do dużo szybszego marszu… Szliśmy z Memorkiem do mety ciągle oglądając się za siebie… pewnie gdybym zobaczył rywala to jeszcze bym biec zaczął :D Choć i tak miejsce nie miało tu żadnego znaczenia… liczył się sam fakt ukończenia.

600 450

W końcu, po 1,5h moczenia się w wodzie, 6,5h moknięcia na deszczu i walce z wiatrem na rowerze, i 7h męczarni w trakcie maratonu dotarłem ostatecznie jako przedostatni do mety (po moim finiszowaniu ostatni był w końcu pół godziny za mną…. :P)

Zajęło mi to 16 godzin i 3 minuty. Czyli o 4 minuty dłużej niż zakładałem :D i aż 57 minut przed końcem czasu.

Najtrudniejszy był dla mnie oczywiście maraton, zajął mi prawie tyle samo czasu co pływanie i rower razem wzięte, i do tego kosztował dużo więcej wysiłku (głównie psychicznego). Siłowo wytrzymałbym sporo więcej, ale niestety stawy okazały się (nie było to zdziwieniem) moim najsłabszym ogniwem.

Jestem Ironmanem! :icon_cool:

I z racji na warunki, to nawet śmiem się nazwać nierdzewnym Ironmanem :P

327 450

Z ~35 opłaconych, wystartowało około 25 osób (2 zrezygnowały parę minut przed startem). Zawody ukończyły 22 osoby.

Na mecie dostałem pamiątkowy medal, chwilę pogadałem i Memorek odwiózł mnie samochodem do siebie. Po długim gorącym prysznicu, gorącym rosole próbowałem spać, co niezbyt mi wychodziło…
O 8 rano pobudka, i z powrotem w pociąg do Krakowa. Rano miałem sztywne kostki… ale już się rozruszałem nieźle, i poza mocnym bólem w prawym kolanie (tylko podczas chodzenia po płaskim…. ) można powiedzieć że jestem w całkiem niezłym stanie :icon_rolleyes:

W trakcie jazdy rowerem miałem też pomysł odbicia 4km w bok, żeby zaliczyć gminę Nowe Warpno… na każdej z 3 pętli mnie to kusiło, ale udało mi sie powstrzymać gminne szaleństwo w mojej głowie :)


[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=B03dFMG8nR4[/youtube]
Podsumowanie:

Łącznie zajęło mi to 16h 3 minuty, miałem 14 pozycję po pływaniu, 12 pozycję po rowerze (10 czas na rowerze), i 22 pozycję po bieganiu (ostatni czas na maratonie).

Spędziłem:
1h 32minuty na pływanie (14 czas)
6h 39minut na rowerze (10 czas)
7h 11minut na maraton (ostatni czas :D)

Przerwy: 15 minut po pływaniu, 26 minut po rowerze

Międzyczasy w porównaniu do zwycięzcy, do jedynej startującej kobiety i do ostatniego zawodnika:

http://chomikuj.pl/waxmund/ironman+triathlon+miedzyczasy+przerobione,1021596213.xls

Są pewne niezgodności w międzyczasach z pływania, ale nic na to nie poradzę :P

Zjadłem:
rano ~pół paczki makaronu, 4 bułki, ~20 batonów, 3 banany.

Wypiłem:
na rowerze 1,5L wody, 0,8L soku, 0,8l isostaru.

w trakcie maratonu ~2L soków + dwie kawy.

Jeśli przyjdzie mi do głowy start w przyszłym roku, to tylko jeśli najbliższy rok będę regularnie biegał :icon_wink:

Galeria:

https://picasaweb.google.com/waxmund/IronmanTriathlon02?authkey=Gv1sRgCMqpxpenjeqKIg

http://www.facebook.com/media/set/?set=a.2225337870078.2130168.1146706977

2 myśli nt. „2011 – Ironman Triathlon

  1. Brawo. Świetne wyniki. Może były lepsze, ale mimo wszystko samo ukończenie imprezy jest czymś wielkim. Sam od pewnego czasu staram się poprawić swoją kondycję i mam nadzieję, że za rok/max 2 wystartuje z chociażby zbliżonymi wynikami. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>