2007 – Polska – Wenecja – Marsylia – Praga

Galeria: Marsylia 2007

Pomysl wyprawy zrodzil sie po udanej wyprawie do Wiednia. Bylo nas na poczatku dwoch, ja i Karol K., jakies 2 tygodnie przed planowanym wyjazdem, Tomek S. zdecydowal sie jechac z nami.
Tomek, ktory nigdy wczesniej nie przejechal wiecej niz jakies 50km na rowerze :D
Wyprawe zaczelismy dwa dni wczesniej, poprzez mala integracje u Tomka, ktorej skutki ja odczuwalem przez kilka dni jeszcze :]
Nastepnego dnia kupilismy Tomkowi rower, sakwy itd :]

Dziennik pokladowy prowadzil Tomek, a ja ten dziennik jedynie lekko wzbogacilem swoimi wspomnieniami i wstawilem tu, wiec miejscami pisze o sobie w 3 osobie.
To zaczynamy (;

Nasza trasa:

Route 554 640 – powered by www.bikemap.net

 

 

Dzień 1 19.07 czwartek
l = 132,5 km v = 21 km/h

6:52 wyjazd pociagiem krakowa
ok 9 – rozpoczecia w Bielsku_Bialej
Tomek nabral luzow w korbie, wiec znalezlismy serwis w Bielsku gdzie mili panowie dokrecili za darmo

Dzien 2 20.07 piatek
l = 149 km v = 21km/h

Przejazd przez Czechy. Problemy ze sprzetem:
Dentka Piotrka + linka od przerzutki
Karol: 2x dentke

Juz po ciemku wjechalismy do miasteczka przygranicznego, gdzie ciezko bylo znalezc nocleg, przy Kosciele nas nie chcieli, wiec rozbilismy sie niedaleko osiedla. Byly obawy przed atakiem cygan (skradajacy sie samochod), bizonów i kosmitów. O 4 rano obudzil nas wiatr który prawie zerwal namiot.

Dzien 3 21.07
l = 134 km v = 20 km/h

Przytrucie Piotrka + choroba troche go zwolnily.
Dojazd: zwiedzanie Wiednia. Nie bylo problemow z trafieniem. Wieden juz znam tak jak Krakow.
Najlepsze wieczorem – nocleg u Ksiedza pochodzacego z Chorwacji, tuz pod Wiedniem.
Poczestowal nas piwem, bulkami, zrobil (i wysuszyl) pranie, dal prysznic + nocleg w przyjemnie chlodnych salkach. Oby wiecej takich ludzi na swiecie!
+ dostalismy po 10 E

Dzien 4
l = 139 km v = 19.6 km/h

Duzo jechalismy pod bardzo mocny wiatr, co nas znacznie spowolnilo. Wjechalismy w Alpe na przelecz Semmering (2 najwyzsza przelecz drogowa w Austrii). Pierwsze cieple jedzenie (ryz + sos z torebki, mniam). W nocy obudzilo nas przerazliwe wycie wilka (wpadl we wnyki czy co…).

Dzien 5
l = 158 km v = 19 km/h

Pomimo wiatru zrobilismy zakladany dzienny dystans (150 km), bo byl najdluzszy jak dotad zjazd w dol rzeki – ok 40 km (w strone Klagenfurtu). Ogolnie bardzo ladna widokowa trasa. Szukajac noclegu Karol zlapal gume, wiec ‚wprosilismy’ sie do ogrodka uprzejmych austriakow. Tomkowi zaczal odpadac maly palec (tzn, nie mogl zginac nim :D).

Dzien 6 24.07 wtorek
l = 111,5 km t = 5h 43 min v = 19,5 km/h

Z rana dostalismy male sniadanko (kawa + ciasto), + dokladna mape wloch, + lunch. Mily poczatek dnia :) Po przejechaniu Klagenfurtu, w Villach zlapal nas deszcz, dosc mocna burza… Przebilismy sie do wloch gdzie burza osiagnela swoje apogeum (niezbyt sloneczna ta Italia….), wiec zboczylismy z tasy do pobliskiego sanktuarium (nieopodal granicy w Camporosso), gdzie dostalismy dach nad glowa + ciepla wode. Najjjs.

Dzien 7 25.07 sroda
l = 219 km t = 9 h 48 min v = 22 km/h

Po lekkim poprzednim dniu, troche przycisnelismy. Piotrek chcial dotrzec do wenecji w 7 dni, i nam sie udalo :) Na poczatku dnia mielismy okolo 30 km z gorki (wyjazd z Alp) a potem non_stop po prostej az do samej Wenecji. Dolaczyl na trasie do nas Wegier, który nie mowil w zadnym innym jezyku poza wegierskim, wiec dosc ciezko bylo sie z nim dogadac, ale jakos dawalismy rade (: Wenecja jest piekna, ale nigdy w zyciu nie bede jej zwiedzal na rowerze…. wszystkie mosty na kanalach maja full schodkow, na które musielismy wtachac nasz caly dobytek. Zmeczylo nas to bardziej niz dzienna trasa….
Tomek nas dodatkowo namowil na buszowanie w kukurydzy. Zjedlismy jej duuuzo….

Dzien 8 26.07
l = 135 km t = 6 h 44 min v = 21 km/h

Zmeczeni poprzednim dniem, niewiele ujechalismy. W pewnym momencie padlismy pod sklepem z ekskluzywnymi meblami, gdzie totalnie zdezorientowany wloch powital nas tradycyjnym ‚bondziorno’, a nastepnie poczestowal nas lodowata woda :)
Wieczorkiem trafilismy na festyn dla dzieci w malym miasteczku, gdzie dostalismy jesc i pic, a także wzielismy prysznic (tzn wbilismy sie do niego pokryjomu :D). Spalismy niemalze w centrum miasteczka na trawniku :] W nocy troche slychac bylo ludzi i fajerwerki, ale i tak spalo sie dobrze.

Dzien 9 27.07
l= 140 km t = 7 h v = 19 km/h

Zwiedzanie Mantovy (bardzo ladne malo znane miasteczko) i Parme gdzie pojedlismy troche lodow w najlepszej (zdaniem naszego napotkanego ‚przewodnika’) lodziarni. Pozniej jedlismy (przydrozne) winogrona, jezyny i gruszki. Juz drugi, caly dzien po plaskim. Wieczorem lekkie wzniesienia, pod które zaden z nas nie mogl podjechac. Miesnie sie odzwyczaily…. Mordeka byla niesamowita. Spalismy juz w Apeninach. Na kolacje dostalismy chleb, salami, szynke i wino. Life’s beautifull :)

Dzien 10 28.07
l = 150 km t = 8h v = 19 km/h

Jedna z najladniejszych tras jakie mielismy. Przejazd przez Apeniny i potem wybrzeze, które myslelismy ze bedzie lekkie i przyjemne (plaskie) a okazalo sie gorzyste…. Praktycznie caly dzien to dwa dlugie podjazdy, i dwa rownie dlugie zjazdy. Polowe jednej z gorek przejechalismy za ‚dziadkiem’, kolarzem. Wieczorem podjazd, na ktorym kazdemu z nas pot wdarl sie do oczu (sol) :D ostro. Problem z noclegiem – koscioly pozamykane, totalnie zabudowany teren. Spanie na zboczu miasteczka w krzakach :]

Dzien 11
l = 123 km t = 6h 43 min v = 18 km/h
Jechalismy wybrzezem Ligurii. Zwiedzilismy Genove – na uwage zasluguje cmentarz. Noc spedzilismy w klimatycznej, opuszczonej budowie/kopalni z jaskiniami, do ktorych oczywiscie probowalem wejsc. Dzis dowiedzialem sie jak dzialaja ruchome piaski. Na szczescie mnie nie wciagnelo calkowicie….

Dzien 12
l = 158 km t = 8 h v = 19 km/h

Spokojny dzien, non_stop male gorki. Przed wjazdem do Monaco wreszcie udalo nam sie kupic flagi Polski, które przytroczylismy do rowerow. Teraz juz jechalismy dumni z siebie :P Monaco ciekawe, ultra czysto (jedlismy niemalze na chodniku :P) i bardzo ladnie. Wieczorem objazd Niceii, bardzo dlugi deptak nad morzem. Problem z noclegiem – w koncu nad rzeczka, za stadnina koni

Dzien 13
l = 123 km t = 6 h 28 min v = 19 km/h

Wino za 0,5 euro + szumaicy wodospad na rzeczce zrobily swoje – wstalismy prawie 2h pozniej niz planowalismy. Rano ‚bonjour’ do totalnie zdezorientowanej kobiety na stadnine :D Zwiedzanie Cannes – totalne rozczarowanie. Palac kongresowy w ktorym odbywaja sie festiwale jest niesamowicie brzydki…. Znudzila nam sie jazda po gorkach na wybrzezu, wiec odbilismy wglab ladu zeby bylo latwiej. Jak latwo zgadnac, bylo trudniej, ale i ladniej ;] Potem do St. Tropez (nie udalo nam sie trafic na Jacka Nicholsona który akurat tam byl :D), po drodze pozyczylismy troche winogron z przydroznych krzaczkow (jakies 10 kg). W St. Tropez byly wreszcie piaszczyste plaze z ktorych skorzystalismy. Po wjezdzie na jedna z ostatnich gorek tego dnia znaleslismy pol przydroznego wina (francuskie wytrawne czerwone, 04′) które poprawilo nam humory :] Ladny widok z obozowiska na wybrzeze.

Dzien 14
l = 155 km t = 7 h 51 min v = 19,7 km/h

Droga do Marsylii. Na poczatku miasteczka turystyczne, pod koniec gory… W marsylii ochroniarz nas psem chcial poszczuc, ale w koncu sie dogadalismy :D Wieczorem wpadlismy na plaze, gdzie spotkalismy Polakow, ktorzy poczestowali nas polskimi przysmakami….. ;] nawet kaszanka sie znalazla :D

Dzien 15
l = 101 km t = 5 h 47 min v = 18,8 km/h

Nie dosc ze krotka noc (poszlismy spac kolo 1, wstalismy tradycyjnie o 6), to jeszcze mielismy czarno w namiocie od komarow, które byly niesamowicie krwiozercze i troszke utrudnialy wypoczynek….. Objechalismy kilka ciekawszych rzeczy i probowalismy uciec z Marsylii przed nadchodzacym deszczem (obawialismy sie mistralu…), co okazalo sie byc dosc trudnym zadaniem… Zaczynamy wracac powoli do domu! :D
Po wyjezdzie z Marsylii stanelismy na ‚krotka drzemke’ ktora przeciagnela sie do niemalze 3 godzin…. Przejazd przez Aix en Provance, nocleg z widokiem na okoliczne gorki i rzeke. Dwie dentki Karola. (jakos udalo nam sie zrobic minimalny dystans, tj 100 km :D)

Dzien 16
l = 137 km t = 7 h 20 min v = 18,6 km/h

Caly dzien jazdy pod wiatr… 4 dentki Karola. W sadach Prowansji troszke sie objedlismy jablek, brzoskwin, morel…. (ja pozyczylem na tyle, ze chyba tydzien je jadlem :D) kilka razy podczas proby pozyczenia owocow, spotkalismy pilnujacych: ‚my myslalelismy ze to nasze!’ :D Pod koniec dnia najostrzejszy jak dotad podjazd za Gap na 1246 m.n.p.m. (srednia predkosc to jakies 6_7 km/h). Rewolucje zoladkowe po niedojrzalych owocach :D

Dzien 17
l = 129 km t = 7h 12 min v = 18 km/h

Bardzo zimna noc i poranek. W wiosce La Sallette zostawilismy bagaze, i juz bez nich podjechalismy do Sanktuarium La Sallette. Mimo tego podjazd na 1750 m.n.p.m. zajal nam 2h. Przy zjezdzie wywrotka Tomka do rowu – totalnie zcentrowane kolo. Prostowanie na kolanie na szczescie pomoglo. Tomek nie mogl chodzic, ale jechac jakos dawal rade ;] Przed Grenoble najostrzejszy zjazd do tej pory (12%) _ udalo nam sie wyprzedzic kilka samochodow jadac prawie 80 km/h (: Z trudem znaleziony nocleg przy okolicznej budowie.

Dzien 18
l = 141 km t = 7 h 31 min v = 18,8 km/h

Z rana wykapalismy sie i doladowalismy komorki w baraku dla robotnikow (oczywiscie po kryjomu :D). W Chamerry Karolowi wpadl ‚patyczek’ o srednicy okolo 5 cm miedzy szprychy, i zniszczyl mu hak do przerzutki. Po krotkich daremnych poszukiwaniach roweru, z ktorego takiz hak (ew cala przerzutke) moglibysmy sobie pozyczyc, Karol wzial sie za robienie haku z tasmy izolacyjnej i klucza – na tej prowizorce przejechal okolo 500km.
Bylismy w sanktuarium w ktorym byla czarnoskora Matka Boska (: Objechalismy Annecy Jechalismy przez dwa mosty – stalowy z 1838r i drugi z betonu totalnie NIEZBROJONEGO (nie wiem jak toto sie trzymalo :D) z 1928r. Przy mostach spotkalismy pare Szwajcarow, ktorym pomoglismy troche z problemami ze sprzetem. Zostawilem im buta na pamiatke, o czym sie zorientowalem po wjechaniu na spora gorke…. jak sie nie ma w glowie, to trzeba miec w nogach :] Nocleg na pastwisku, nieudana proba wydojenia krowy przez Karola (:

Dzien 19
l = 210 km t = 10 h 28 min v = 20,34 km/h

Dojechalismy do Genewy, potem do Lozanny, Berna… prawie caly czas dobrze utrzymane scieszki rowerowe. Nocleg u znajomych Szwajcarow Tomka = cieple (i pyszne! :D) jedzenie, prysznic, pranie… wspaniala goscina (:

Dzien 20
l = 114 km t = 5h 55 min

Wspaniale sniadanie od Margrit + czekolada na dalsza trase :) moze jeszcze ich kiedys odwiedzimy (: Dopiero o 10 wyjechalismy. Okolo 12 odwiedzilismy fabryke ciastek, w ktorej można bylo skosztowac ciastek przed ich kupnem. My skorzystalismy tylko z pierwszej mozliwosci. Nigdy sie tak nie objadlem slodyczami :D wzielismy troche na pozniejsza degustacje (: Zwiedzanie Luzern. Wieczorem deszcz. Na gorce Ksiadz poslal nas do pobliskiego przedszkola, które bylo oczywiscie juz zamkniete. Nie przeszkodzilo nam to rozbic sie pod jego wejsciem :D Zupa chmielowa na rozgrzenia przed zimna noca w przytulnym lokalu.
Karol znalazl i oczywiscie wzial porzadne kolo szosowe.

Dzien 21
l = 134 km t = 7h 19 min v = 18,3 km/h

Budzik cos zaszwankowal, i obudzily nas dopiero glosy zdziwionych ludzi odprowadzajacych dzieci do przedszkola :D
Padalo przed ponad pol dnia, bylo zimno, wiec jechalo nam sie dosc ciezko. Zwiedzilismy St. Gallen. Troche sie pogubilismy jadac do sklepu, ale szczesliwie udalo nam sie znalezc z powrotem. Znaleslismy przydrozny rower, z ktorego wykrecilismy kilka czesci (zostawilismy lysa rame + pedaly które byly popsute). Obladowalismy sie ladnie (: Przejazd (pol godzinny) przez Austrie, i wjazd do Niemiec. Nocleg na polu pod lasem.

Dzien 22
l = 129 km t = 6h 33 min v = 19,8 km/h

Burza w nocy zrobila swoje. Namiot calkowicie przemokl, a poranek byl zimny… Jechalo sie zle bo nadal padalo a slonce nie mialo szans na pokazanie sie zza ciezkich deszczowych chmur. Przed Kempton dluzszy postoj pod sklepem, wymiana kolejnych 3 szprych w karola kole (jzu chyba ponad 15 poszlo). Troszke wkurzony po poludniu po kolejnej awarii, zmienil kolo na uprzednio znalezione szosowe. Troche zboczylismy z trasy do Landsberg gdzie uprzejmy kolarz zaprowadzil nas do jeszcze milszego ksiedza. Po jedzeniu wbilismy sie prawie na spotkanie AA. W koncu pojawil sie ksiadz, z ktorym pogadalismy troche. Byl oczywiscie cieply prysznic, zjedlismy mu obiad na najblizsze 3 dni, dostalismy po 10 euro (:

Dzien 23
l = 146 km t = 6 h 27 min v = 22,7 km/h

Rano dostalismy od ksiedza jeszcze kawe, chleb, boczek i ciasto :D Dojechalismy w poludnie do Monachium, które okazalo sie strasznie brzydkie. Dosc szybko je opuscilismy. Nieudane poszukiwania wrzatku (w McDonaldzie chcieli 5 euro chyba za wrzatek :D). Wieczorem Karolowi wybuchla dentka (juz drugi raz :D) i tym razem zniszczyla opone. Podczas naprawy razem z Tomkiem szukalismy bezowocnie przytulnego noclegu. Jeden z szwabow powiedzial zebysmy na policje poszli to nam dadza cos :D haha. W koncu wbilismy sie na teren prywatny, gdzie za 2 metrowym murem rozbilismy sie pod jablonka (:

Dzien 24
l = 143 km t = 7h 8min v = 20,1 km/h

W nocy szczesliwie bylo cieplo, chociaz padalo. Na szczescie przed naszym wyjazdem przestalo. Ponownie mielismy problem z trasa – kolejna droga okazala sie ekspresowka, wiec musielismy troche nadlozyc drogi. W koncu trafilismy na ladna scieszka rowerowa ktora doprowadzila nas do Furth in Wald. Okolo 21 przekroczylismy granice. Wreszcie upragniona Czeska Republika :D tutaj to juz jak w domu :) Zauwazylismy dosc duzy budynek strazy granicznej. Wszystko bylo pogaszone wiec czemu by nie… weszlismy na dach nad ktorym byl jeszcze jeden, ale chlopakom bylo malo…. Wiec po zerwaniu lancucha i wylamaniu drzwi weszlismy do srodka. Gdy Karol wylamywal kolejne drzwi, zauwazylem ze jest podlaczony prad w tym budynku. Zaproponowalem zebysmy wyszli na zewnatrz sie namyslic. Wyszlismy (ja z lancuchem w rece :D) i w tym momencie podjechala policja…. udalismy sie jakby nigdy nic w strone rowerow. Na pytanie ‚co tu robicie’ powiedzielismy ze odpoczywamy przed dalsza trasa, po czym wsiedlismy na rowery i dosc szybko oddalilismy sie od miejsca zbrodni. Odjezdzajac widzielismy ze policja wchodzi do budynku, wiec nocleg tym razem mielismy gleboko w lesie zeby nas nie znalezli :D

Dzien 25
l = 177 km t = 8h 31min v = 20,8 km/h

W nocy padalo, ale spalo sie dobrze.Rano mgla ale po poludniu wreszcie (po okolo 4 dniach) wyszlo slonce. Można bylo jechac bez koszulki znowu :] Kapec w przyczepce (wrrrr), poszla linka od przerzutki. W koncu dojechalismy okolo 19 do Pragi, pierwsze co zrobilismy to oczywiscie odwiedzilismy Tesco. Z 10 pakiem na przyczepce od razu sie przyjemniej jechalo. Troche pozwiedzalismy (i wypilismy :D), wbilismy sie do metra (za moja rada oczywiscie na gape) ktorym pojechalismy w strone moich kumpli (nasz pierwszy przejazd nie_rowerem od poczatku :)). Niestety nie bylo ich :D byl tylko jeden z nich, który bywa dziwny dosc :] dal nam grillowany karczek, ale spac niestety musielismy gdzie indziej. Po nieudanej probie wbicia sie do osrodka dla psychicznie chorych, rozlozylismy obozowisko przy motorowym torze dirtowym :D Spalo sie bardzo dobrze :] Znowu poszla dentka w przyczepce.

Dzien 26 ostatni
l = 179 km t = 8h 40 min v = 20,7 km/h

Po wyjeciu szkla z opony i napompowaniu okazalo sie ze dentka w przyczepce sie trzyma, cuda (: Wyjechalismy z Pragi i droga ekspresowa cisnelismy w strone Polski. W koncu dorwala nas policja, z ktora odbylismy mily dialog (‚juz 2 godziny jedziemy ta droga, w austrii to od razu nas zlapali :D’) i ktora po spisaniu nas zalecila zjazd na droge boczna. Nakupilismy piwa, wypilismy na postoju, znowu nakupilismy…. oj, nie chcialo sie jechac, ale czas gonil, bo mielismy ostatni pociag w Jeleniej Gorze do Krakowa o 21:16 (: W Turnov zaczely sie gory i bardzo nas spowolnily. Obawialismy sie ze nie zdazymy, ale po wjezdzie do naszej kochanej ojczyzny bylo juz (!) tylko z gorki (okolo 15 km, przez Szklarska Porebe), wiec szczesliwie sie udalo. Jedziemy (i popijamy czeskie piwo :D) do domu :)

Total: 3 783 km

Time: 190 h 53 min

I skonczylo sie codzienne wstawanie o 6-7 rano, spedzanie srednio 8 godzin dziennie na siodelku i spanie gdzie popadnie…
Do nastepnego! (;
Jerozolima juz na nas czeka….

Ogolnie poszlo nam okolo 30 dentek, 3 wybuchly, 1 zniszczona opona, 2 zerwane linki od przerzutek, zniszczony pedal, hak od przerzutki, jakies 15 szprych (wszystkie w jednym z kol Karolowego roweru :P).
Co ciekawe, koszt calej wyprawy, to okolo 500zl na osobe (;

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>